<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Krakw ma temperament!> 
<author_1=Wiech>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1952">
<month="7">
<date=1952-07-06>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Przyjaciel mj, pan Teo Piecyk powiedzia kiedy o Krakowie:
Owszem, miasteczko nie za due, ale w swojem rodzaju odpowiedzialne. Wszelkie uroczystoci i odpusta narodowe najlepiej w Krakowie wychodz i dlatego uwaam go i szanuje, ale ludzie takie wicej flegmatyczne, bez ikry, czyli fajeru
Jednym sowem zarzuca p. Teo Krakowianom brak temperamentu i wigoru yciowego. Przyznaj, e czciowo i ja podzielaem jego zdanie i pozwalaem sobie na pewne niewaciwe na ten temat uszczypliwoci. Tak byo do ostatniej mej bytnoci w Krakowie podczas czerwcowych dni tego uroczego miasta.
Obecnie odwouj uroczycie wszelkie wygoszone czy te napisane inwektywy. Skaniaj mnie do tego nastpujce powody. Pierwszego zaraz dnia na Floriaskiej grupa pdzcych w szalonym tempie przechodniw daa mi takiego dubla, e wpadem do Michalikowej Jamy.
W jedynce oberwano mi wszystkie guziki a jaka paniusia, ktrej nie do szybko ustpiem z drogi w Sukiennicach, obsztorcowaa mnie od achmytw.
Stwierdzam wic kategorycznie: Krakw ma temperament, wigor i ikre!
Jedno mnie tylko niepokoi, e nie jestem pewny, czy ci przechodnie na Floriaskiej, ci pasaerowie w jedynce i ta paniusia z Sukiennic, nie byli czasem czonkami jakiej wycieczki przybyej na Dni Krakowa z Warszawy?!
Wtpliwoci te podsun mi zreszt sam pan Piecyk, ktrego nazajutrz po przybyciu spotkaem na Plantach w towarzystwie jakiego smagego bruneta o wygldzie 100% autochtona. Przywitalimy si z przyjacielem serdecznie, autochton dyskretnie usun si na bok.
 No i jake, panie Teosiu, spdza pan czas, co pan tu widzia, jak si panu podoba Krakw, jak wypado spotkanie z Lajkonikiem, ktrego harapa tak si pan obawia, e a na plecach pod koszul rcznik kpielowy pan sobie umieci, jak
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>